Polecam pulp & weird fiction: Batman. Zagłada Gotham
Lubię Batmana, ponieważ historie z nim w roli głównej, bliskie są stylistyce gotyckiej grozy i horroru. Nietoperz zawsze był dla mnie bardziej wiarygodną postacią niż cały panteon marvelowskich mutantów, czy też pozostali członkowie Ligi Sprawiedliwości. Batman jest człowiekiem, zamaskowanym mścicielem, a nie kosmitą, cyborgiem, czy półbogiem i dlatego zawsze blisko było mu do typowo pulpowych pierwowzorów współczesnych herosów – Zorra, Cienia, Spidera, czy Doca Savage'a. Próby wyjęcia go z tej stylistyki zwykle kończyły się fatalnie - tak jak w przypadku filmów „ Batman Forever ”, czy „ Batman i Robin ”. Tym bardziej cieszy mnie fakt, że w mini-serii „Zagłada Gotham”, twórcy postanowili wrócić do korzeni i opowiedzieć historię o mrocznym rycerzu, która rozgrywa się właśnie w konwencji klasycznego pulpu i weird fiction. Za całość odpowiada człowiek, który zna się na pulpie jak mało kto, czyli hellboyowy Mike Mignola. Jego dzieła całymi garściami czerpią z ukazujących si...